Każda moda ma swoje pięć etapów – od wprowadzenia i wzrostu, przez szczytową fazę, aż do schyłku i przestarzałości. Dotyczy to także trendów w medycynie estetycznej. O ile kilka lat temu nikogo nie dziwiły nieproporcjonalnie powiększone usta „à la Angelina Jolie”, o tyle teraz nastała moda na powrót do naturalności. Jednak i tu pojawiają się kontrowersje w postaci nadmiernie często stosowanej hialuronidazy. Kiedy ten lek jest niezbędny, a kiedy nadużywany? – wyjaśnia dr Kamila Białek-Galas, specjalista dermatolog-wenerolog i lekarz medycyny estetycznej z krakowskiego Centrum Medycznego Sublimed. 


W medycynie estetycznej i przeciwstarzeniowej wciąż wykonywane są zabiegi powiększania ust, modelowania policzków czy wypełniania doliny łez kwasem hialuronowym, jednak teraz nacisk kładzie się na nieco inny efekt niż wcześniej. A jest nim naturalnie promienna i rozświetlona skóra. To najsilniejszy trend beauty 2023 roku, dlatego też coraz popularniejsze w gabinetach staje się podawanie enzymu… odwracającego skutki poprzednich zabiegów.


Po pierwsze: rozpuszczanie kwasu hialuronowego

Hialuronidaza jest enzymem naturalnie występującym w przyrodzie, m.in. w organizmie ludzkim. Jego zadaniem jest degradacja kwasu hialuronowego, będącego jednym ze składników skóry. Zachodzące w równowadze procesy jego syntezy i rozkładu, wpływają na zmienność struktury i właściwości biologicznych skóry, np. na zmianę jej przepuszczalności.
W medycynie enzym ten służy do produkcji leku, stosowanego od lat m.in. w leczeniu powikłań chemioterapii, a konkretnie wynaczynień cytostatyków (leki stosowane w leczeniu nowotworów) – kiedy dochodzi do przypadkowego przedostania się ich poza naczynia żylne do otaczających tkanek, powodując powstanie nasilonego stanu zapalnego, owrzodzeń czy nawet martwicy.

Hialuronidaza bardzo często stosowana jest również w medycynie estetycznej po to, by „cofnąć” niepożądane skutki zabiegów z użyciem wypełniaczy na bazie kwasu hialuronowego – przyznaje dr Kamila Białek-Galas. – Używa się jej ze względu na zdolność do rozbijania wiązań pomiędzy cząsteczkami kwasu hialuronowego, co prowadzi do rozkładu jego długich łańcuchów na krótsze fragmenty. Nie wszyscy mają jednak świadomość, że enzym ten powinno się podawać pod ścisłą kontrolą lekarza, ponieważ jednym z możliwych skutków ubocznych jego zastosowania jest wystąpienie wstrząsu anafilaktycznego. Dotyczy to zwłaszcza osób uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych, czyli np. os i pszczół – przestrzega specjalistka CM Sublimed.

Komentarz eksperta

Lek. Kamila Białek-Galas
Lek. Kamila Białek-Galas
Każdy gabinet medycyny estetycznej, mający w ofercie zabiegi z użyciem kwasu hialuronowego, powinien posiadać w swojej lodówce hialuronidazę, ponieważ kiedy mamy do czynienia z powikłaniami, czas reakcji ma ogromne znaczenie.

Hialuronidaza – kiedy i dla kogo?

Istnieje szereg skutków ubocznych związanych z zabiegami z użyciem kwasu hialuronowego, wymagających leczenia za pomocą hialuronidazy. Należą do nich m.in. ostre niedokrwienie tkanek, spowodowane wstrzyknięciem kwasu hialuronowego do naczynia krwionośnego czy tzw. biofilm (kolonizacja przez mikroorganizmy obszarów poddanych iniekcji kwasu hialuronowego). Powikłania tego typu u doświadczonych lekarzy medycyny estetycznej zdarzają się rzadko, zdecydowanie częściej jednak substancja ta stosowana jest w celu usunięcia niepożądanych efektów zabiegowych jak np. grudki, migracja kwasu hialuronowego, efekt Tyndalla („przeświecanie” na odcień błękitno-szary wstrzykniętego kwasu hialuronowego) czy przetrwały obrzęk.
Każdy gabinet medycyny estetycznej, mający w ofercie zabiegi z użyciem kwasu hialuronowego, powinien posiadać w swojej lodówce hialuronidazę, ponieważ kiedy mamy do czynienia z powikłaniami, czas reakcji ma ogromne znaczenie. Szczególnie w sytuacji kiedy dochodzi do ostrego niedokrwienia, niezwłoczne podanie tego antidotum warunkuje szansę pacjenta na wyleczenie, zmniejszając jednocześnie ryzyko powstania trwałego uszczerbku na zdrowiu, jak np. powstanie owrzodzeń, szpecących blizn czy nawet – w skrajnych przypadkach – utraty wzroku – mówi dr Kamila Białek-Galas.


Antidotum na brzydotę?

Przeglądając fora urodowe, można natknąć się na wiele wpisów internautek na temat tego, jak rozpuścić kwas hialuronowy, jakich konkretnie preparatów użyć, a nawet… jak wykonać iniekcję samodzielnie. Bardzo ważne jest to, by nie czytać tego typu porad bezrefleksyjnie i mieć świadomość, że na anonimowych forach mogą wypowiadać się osoby nieposiadające uprawnień do wstrzykiwania leków lub osoby, które nigdy nie stosowały hialuronidazy, a jedynie pragną zareklamować dany produkt.
Dawniej zastosowanie hialuronidazy związane było głównie z potrzebą leczenia działań niepożądanych. Niekiedy stosowaliśmy też ten preparat w celu odwracania efektów niestarannie lub nieumiejętnie wykonanych zabiegów. W ostatnim czasie obserwuję jednak niepokojącą tendencję do nadużywania tej metody. Enzym zaczyna być stosowany nagminnie niczym gumka do wymazywania efektów niespełniających oczekiwań pacjentów, chcących wypróbować innej metody, preparatu czy zabiegu u innego specjalisty – wspomina specjalistka. – Należy jednak zaznaczyć, że substancja ta nie ma działania wybiórczego i tak samo rozpuszcza zarówno własny, jak i ten „dodany” kwas hialuronowy, czego konsekwencją może być powstanie przejściowych nierówności czy kilkumiesięczne pogorszenie kondycji skóry w miejscu jej podania – dodaje.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Hialuronidaza jest lekiem, a więc jej użycie wymaga spełnienia określonych warunków oraz posiadania umiejętności jej zastosowania. Po pierwsze enzym ten musi być podany przez osobę do tego uprawnioną, a więc przez lekarza lub przez pielęgniarkę, na zlecenie lekarza. Po drugie, ze względu na zagrożenie wystąpienia silnej reakcji alergicznej lub szybko rozprzestrzeniającej się i zagrażającej życiu anafilaksji (wstrząsu anafilaktycznego), konieczne jest wcześniejsze wykonanie próby uczuleniowej. Po trzecie gabinet, do którego się udajemy, powinien mieć w swoim wyposażeniu zestaw przeciwwstrząsowy oraz personel posiadający umiejętność jego zastosowania. Kolejnym problemem jest transport i przechowywanie leku. Wymaga on niskiej temperatury przechowywania i zachowania tzw. łańcucha chłodniczego (utrzymanie stałej temperatury na każdym etapie transportu). Problem ten nabiera znaczenia zwłaszcza w kontekście braku dostępności ww. leku w polskich aptekach.

Hialuronidaza. fot. AdobeStock
Hialuronidaza. fot. AdobeStock


Zamówienie hialuronidazy wymaga specjalnego postępowania w celu importu leku. Wyżej wymieniona procedura jest czasochłonna, skomplikowana i – co najważniejsze – dostępna wyłącznie dla lekarza. Często zdarza się więc, że w gabinetach prowadzonych przez osoby nieposiadające tytułu lekarza, do rozpuszczania kwasu hialuronowego stosowane są preparaty zawierające hialuronidazę do użytku zewnętrznego, czyli preparaty kosmetyczne nieposiadające certyfikacji do iniekcji, mające niejasne pochodzenie (niekiedy nawet sprowadzane z popularnego azjatyckiego serwisu zakupowego) i niespełniające żadnych norm dotyczących jakości. Stosowanie takich substancji i iniekcji jest nie tylko nieetyczne, ale przede wszystkim niebezpieczne dla zdrowia i życia pacjenta – mówi dr Białek-Galas.

Co prawda wstrząs anafilaktyczny po podaniu hialuronidazy zdarza się niezwykle rzadko (szacuje się, że około tysiąca razy rzadziej niż po zastosowaniu popularnego leku do znieczuleń miejscowych), jednak zawsze na uwadze trzeba mieć możliwość jego wystąpienia. Dobrą wiadomością jest natomiast to, że jeśli hialuronidaza jest prawidłowo podana przez wykwalifikowanego lekarza, staje się prawdziwym remedium na powikłania pozabiegowe i skutecznym antidotum na nieudany zabieg. To „urodowe złoto” – pod warunkiem, że jest stosowanie umiejętnie i z rozwagą.