Karate kojarzy się dzisiaj z ogólnorozwojowymi treningami dla dzieci i młodzieży, turniejami oraz pokazami, w czasie których dłonią rozbija się sterty dachówek a golenią kije baseballowe. Okazuje się jednak, że mistrzowie tej sztuki walki mają swoje sekrety i dzięki nim na długo zachowują sprawność, podczas gdy ich rówieśnicy borykają się z chorobami cywilizacyjnymi.

 

Destrukcyjna siła czy droga życia?

Kultura masowa wypromowała obraz karate jako systemu destrukcji, a być może nawet autodestrukcji. W kultowych filmach z lat 80. adepci sztuk walki byli bohaterami nieświadomie pakującymi się w kłopoty lub z premedytacją dążącymi do konfrontacji. Czyj styl walki jest najskuteczniejszy, który z mistrzów okaże się silniejszy w starciu - najlepiej starciu na śmierć i życie - oto pytania nurtujące chłopców wychowanych na tego typu produkcjach. Dzisiaj młodzież zachłystuje się widowiskami MMA (ang. mixed martial arts - mieszane sztuki walki), podobnie jak poprzednie pokolenie uległo magii pełnokontaktowego karate, z którego (także pod wpływem boksu tajlandzkiego) wyewoluował współczesny kickboxing. Z jednej strony dało to wielkiego kopniaka organizacjom, które mogły przedstawić światu wspaniałe widowiska, a dzięki temu wykreować odpowiednie warunki rozwoju swoich dyscyplin, z drugiej strony ograbiło sztuki walki z ich mistycyzmu, m.in. wyrażanego terminem „Do” (droga życia).

 

Gladiatorzy kontra mistrzowie samorozwoju

Podczas gdy współcześni gladiatorzy pakują w siebie kolejne porcje sterydów i kończą kariery porozbijani, cierpiąc potem na encefalopatię bokserską (rodzaj przewlekłego urazowego uszkodzenia mózgu), świat obiegają co jakiś czas newsy dotyczące mistrzów, którzy w wieku 70, 80 lub nawet 90 lat zachowują nie tylko zdrowie, ale także bardzo dobrą sprawność ogólną, a przy tym posiadają wspaniałą świadomość własnego ciała. Już uspokajam wszystkich internetowych trolli, tak, zapewne wasz telewizyjny ulubieniec zwyciężyłby w klatce z tymi „dziadziusiami”, ale czy w ich wieku dalej będzie mógł trenować, zachowa jasny umysł i pogodę ducha? Na tym polega różnica pomiędzy wyścigiem szczurów wbiegających na szklaną górę, a podróżą, w czasie której, oprócz otaczającego świata, odkrywamy siebie. Sukces sportowy okupiony ceną zdrowia może być dowodem silnej woli i waleczności, ale starość pełna cierpienia wydaje się być czymś zbyt dotkliwym. Pojawia się jeszcze jeden ważny problem. Sportowcy, po zakończeniu kariery, tracą motywację do ćwiczeń. Jeśli mistrzom sportu trudno jest zachować reżim treningowy, to jak ma się dopingować zwykły Kowalski?

 

Skąd czerpać motywację do ćwiczeń?

W klubach fitness pojawiają się 30-, 40- i 50-latkowie, którzy chcą zacząć się ruszać, by pozbyć się skutków siedzącego trybu życia, złej diety i stresu. Większość określana jest mianem „sezonowców”. Pomimo bogatej oferty zajęć rekreacyjnych, nie potrafią znaleźć niczego dla siebie. A potem szukają już tylko wymówek. Błędem jest być może traktowanie ćwiczeń, podobnie jak diety, jedynie jak reżimu, którego odległym celem jest smukła sylwetka czy zapobieganie chorobom układu krążenia. Taki rodzaj motywacji zawodzi, szczególnie gdy oczekiwane wyniki nie pojawiają się dostatecznie szybko. Sztuki walki mają tę przewagę nad nowoczesnymi systemami prozdrowotnymi, że od początku uczą cierpliwości. Nieodzowna jest także więź rodząca się pomiędzy mistrzem i uczniem, która to więź bywa niestety dzisiaj spłycana do relacji pomiędzy usługodawcą i klientem. Opieka kogoś, kto posiada nie tylko szablonową wiedzę, ale również wieloletnie doświadczenie, to coś, czego w żaden sposób nie da się przeliczyć na pieniądze.

 

Zbigniew Religa o duchowych aspektach karate

O relacjach pomiędzy kondycją ciała a psychiką ćwiczących karate wspaniale opowiadał wybitny polski kardiochirurg dr hab. Zbigniew Religa w wywiadzie udzielonym Wojciechowi Szczawińskiemu i opublikowanym w 1996 r. w miesięczniku Budo:

(...) Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na aspekt duchowy karate, tę walkę z samym sobą. Otóż w sytuacjach napięć psychicznych w organizmie podnosi się poziom hormonu adrenaliny. Można go obniżyć właśnie poprzez wysiłek fizyczny. Jeżeli tak się nie dzieje, człowiek narażony jest na choroby układu krążenia, nie mówiąc już o nerwicach. (...) W karate mówi się: zrób codziennie jedną pompkę więcej, i o to właśnie chodzi. Musimy sobie powiedzieć, dzisiaj robię dziesięć pompek, ale jeżeli będę ćwiczył z uporem, to za dwa miesiące będę ich robił trzydzieści, a jakiś czas później pięćdziesiąt i więcej. Oczywiście, że na początku wszystko wydaje się bardzo trudne, ale jeden z chińskich myślicieli powiedział, że nawet podróż do bardzo odległej wioski trzeba rozpocząć od pierwszego kroku. Filozofia Dalekiego Wschodu jest mi bliska również dlatego, że zwraca uwagę na to, iż człowiek jest istotą psychofizyczną. Oznacza to, że duch i ciało wzajemnie na siebie oddziałują.

 

Czy karate jest lepsze od innych form rekreacji?

Nie chcę, by tekst ten został odebrany źle przez trenerów innych dyscyplin oraz systemów rekreacji ruchowej. Każdy rozsądnie prowadzony trening fizyczny będzie skutkował poprawą sprawności, jednak to, co przez wielu uważane jest za nadbagaż, może z oddali lat wydać się największą zaletą karate. Tajemnicze i nie do końca zrozumiałe przez Europejczyków pozycje, których przybieranie pozwala poprawić balans i koordynację, ćwiczenia psychomotoryczne poprawiające „czucie ciała”, metody oddechowe wywiedzione z chińskiej medycyny, a odnajdywane także w Ajurwedzie (starożytny system medycyny indyjskiej) i technika medytacyjna zaczerpnięta z ZEN (nurt buddyzmu) nie są konieczne do zwyciężania na macie. Są to po prostu narzędzia, których można użyć w treningu. W młodości, gdy kładzie się nacisk na siłę i wytrzymałość, mogą nas nudzić i śmieszyć, nieco później odnajduje się ich przydatność, by w jesieni życia zrozumieć, że wcale nie są po prostu głupie i archaiczne. Podobnie jest z systemem stopni. Posiadanie kolorowego pasa to tylko symbol, który może łechtać czyjąś próżność, ale to właśnie kolejne egzaminy motywują do nieustannej pracy. A tej w karate jest zawsze zbyt wiele, musisz przecież poprawić swoją wytrzymałość, gibkość, koordynację i precyzję ruchu.

 

Zadziwiająca wypowiedź mistrza Karate Kyokushin

Kyokushinkai znane jest ze swojego bojowego nastawienia, ciężkich treningów i turniejów oraz słynnych zawodników, którzy z powodzeniem radzili sobie m.in. na ringach kickbokserskich. Miłośników sportów walki może więc zdziwić wypowiedź Shihana (Shihan - posiadacz 5 dana) Zdzisława Niedźwiedzia (60 lat), który od 40 lat praktykuje karate Kyokushin i wraz z żoną od 30 lat prowadzi w Gdyni „Fitness Club 27” kyokushin-gdynia.com.pl

 

Komentarz eksperta

Zdzisław Niedźwiedź
Zdzisław Niedźwiedź
Wiele cech i umiejętności, które rozwijałem w starszym wieku, nabyłem już jako dziecko (dlatego ważne jest, by dzieci nabierały pewnych nawyków już przed ukończeniem 10 lat.). W późniejszym czasie kluczową rolę w moim rozwoju odegrała wiedza Dalekiego Wschodu. Higiena mojego życia to m.in. skromne posiłki wegetariańskie (rano 1-2 szklanki wody z cytryną, pół godziny przed i po posiłku szklanka wody, najlepiej alkaicznej - w sumie około 2 l. dziennie) oraz trening. Jako absolutną podstawę sprawności oraz niebudzący najmniejszych wątpliwości czynnik wpływający na zdrowe i długie życie człowieka, polecam codzienne ćwiczenia, w szczególności gibkości (30-60 min. dziennie). Bardzo ważny jest spacer, w miarę możliwości szybki, z elementami hartowania i uziemiania (chodzenie boso cały rok po trawie, piasku, śniegu). Przytoczone elementy wraz z miłością, nauką, pogodą ducha, refleksją, dobrymi myślami, honorem i dobrym słowem, to gwarancja mądrości, zdrowia oraz szczęśliwego życia w szybkim i skomercjalizowanym świecie. Osu (osu to pozdrowienie wojownika sztuk walki „budo”).