Wąkrotka azjatycka stała się jednym z najpopularniejszych składników kosmetyków dla skóry wrażliwej. Pojawia się w kremach kojących, barierowych, pozabiegowych, przeciwstarzeniowych i przeznaczonych do cer problematycznych. Często wystarczy umieścić na opakowaniu skrót CICA, żeby produkt automatycznie zaczął kojarzyć się z regeneracją i bezpieczeństwem.

 

Problem polega na tym, że CICA nie jest jedną substancją. Pięć kremów opisanych jako produkty z wąkrotką może mieć zupełnie inną bazę, konsystencję i przeznaczenie. Jeden będzie lekką formułą nawilżającą, drugi bogatym kremem emolientowym, a kolejny produktem profesjonalnym wykorzystującym bardziej zaawansowane technologicznie składniki.

Do testów podchodzę również z konkretnej perspektywy własnej skóry. Mam 39 lat, za sobą dwie ciąże i redukcję masy ciała o 25 kilogramów. Nie opalam się, regularnie dbam o cerę również w gabinecie, ale moja skóra od zawsze pozostaje sucha i szybko pokazuje, kiedy krem jest dla niej niewystarczający.

Wiele lekkich formuł wchłania się u mnie niemal natychmiast, pozostawiając po chwili ponowne uczucie suchości. Lubię kremy, które otulają skórę, ale nie zostawiają tłustej i ciężkiej warstwy. Dlatego chciałam sprawdzić, czy różne formuły z wąkrotką zapewnią nie tylko ukojenie, lecz także dłużej utrzymujący się komfort.

 

Dlaczego wąkrotka zainteresowała kosmetologię?

Centella Asiatica, czyli wąkrotka azjatycka, jest źródłem związków triterpenowych. Najczęściej wymienia się madecassoside, asiaticoside, asiatic acid oraz madecassic acid.

To właśnie te związki odpowiadają za dużą część zainteresowania wąkrotką w kontekście procesów naprawczych skóry, modulowania odpowiedzi zapalnej oraz aktywności fibroblastów. W badaniach laboratoryjnych asiaticoside wpływał na syntezę kolagenu typu I w ludzkich fibroblastach. Jednocześnie przegląd badań dotyczących gojenia pokazuje, że liczba badań klinicznych jest nadal ograniczona, a część danych pochodzi z modeli laboratoryjnych i zwierzęcych. Nie można więc przenosić mechanizmu pojedynczej cząsteczki bezpośrednio na każdy krem z napisem CICA.

Wąkrotka nie działa w taki sposób jak retinoidy czy kwasy. Nie oczekiwałabym po niej szybkiego, intensywnego efektu przebudowy. Jej rola jest spokojniejsza. W odpowiednio zaprojektowanej formule może wspierać skórę podrażnioną, poprawiać jej komfort i pomagać w utrzymaniu bardziej stabilnej pielęgnacji.

Przy skórze suchej i reaktywnej właśnie ta stabilność bywa ważniejsza niż spektakularny efekt po kilku aplikacjach.

Ewelina Araszkiewicz - Skinteligent
Ewelina Araszkiewicz - Skinteligent

Pod jakimi nazwami znajdziemy wąkrotkę w INCI?

CICA to określenie funkcjonujące w komunikacji kosmetycznej, a nie jedna oficjalna nazwa substancji.

Najczęściej spotykamy Centella Asiatica Extract, czyli ogólny ekstrakt z wąkrotki. Sama nazwa nie informuje jednak, w jaki sposób ekstrakt został przygotowany, czy jest standaryzowany ani ile zawiera poszczególnych triterpenów.

Centella Asiatica Leaf Extract oznacza ekstrakt z liści, natomiast Centella Asiatica Leaf Water-  wodę z liści wąkrotki. Jeżeli taka woda otwiera skład, może stanowić ważną część bazy produktu. Nie jest jednak tym samym co standaryzowany ekstrakt o określonej zawartości składników aktywnych.

W INCI mogą pojawić się również poszczególne frakcje: Madecassoside, Asiaticoside, Asiatic Acid i Madecassic Acid. Ich obecność pokazuje bardziej precyzyjne wykorzystanie składników związanych z wąkrotką, ale nadal nie pozwala określić ich stężenia.

W bardziej technologicznie zaawansowanych formulacjach można spotkać także nazwy takie jak Centella Asiatica Callus Extracellular Vesicles lub Centella Asiatica Leaf Vesicles. Pierwsza z nich odnosi się do roślinnych pęcherzyków zewnątrzkomórkowych izolowanych z pożywki kultur komórek kalusa wąkrotki. Jest to interesujący kierunek technologiczny, który warto oceniać w kontekście całej formulacji oraz danych dotyczących gotowego produktu.

Kosmetolog może spotkać się również ze skrótem TECA, odnoszącym się do mianowanego, standaryzowanego ekstraktu z Centella Asiatica. Nie należy jednak zakładać, że każdy kosmetyk zawierający asiaticoside, asiatic acid i madecassic acid automatycznie zawiera surowiec TECA. Potwierdzić to może dokumentacja producenta, a nie samo podobieństwo nazw w INCI.

 

Co naprawdę można wyczytać ze składu?

Miejsce składnika w INCI jest ważną wskazówką, ale nie ujawnia pełnej receptury. Składniki obecne w stężeniu powyżej 1 procenta wymienia się w kolejności malejącej. Te zastosowane w mniejszej ilości mogą występować później w dowolnej kolejności. Nie warto więc mechanicznie uznawać, że madecassoside umieszczony pod koniec składu jest bez znaczenia albo że ekstrakt znajdujący się wysoko gwarantuje skuteczność. Zasady oznaczania INCI warto traktować jako narzędzie do interpretacji, a nie prosty ranking składników.

Podobnie wygląda kwestia komedogenności. Obecność masła shea, oleju makadamia, estrów czy alkoholi tłuszczowych nie oznacza automatycznie, że krem będzie zapychał. Z samego INCI można natomiast ocenić, czy baza jest lekka, czy bardziej emolientowa, i przewidzieć, że przy cerze łatwo przeciążającej się będzie wymagała uważniejszego wprowadzania.

Warto również sprawdzić zapach. Krem kojący nadal może zawierać kompozycję zapachową, olejki eteryczne albo oznakowane alergeny zapachowe. Nie oznacza to, że będzie drażnił każdą skórę, ale dla osoby uczulonej, bardzo reaktywnej lub bezpośrednio po intensywnym zabiegu może być to istotna informacja.

Skóra nie korzysta z jednego składnika wyrwanego z kontekstu. Korzysta z całej formulacji: jej bazy, konsystencji, humektantów, emolientów, składników łagodzących i sposobu stosowania.

 

5 kremów, 5 różnych interpretacji wąkrotki

Pięć wybranych kremów pokazuje, jak różnie można wykorzystać ten sam składnik. W tabeli zestawiłam ich najważniejsze zalety, ograniczenia, przeznaczenie i ceny, aby ocenić nie to, który produkt jest „najlepszy”, ale dla jakiej skóry dana formuła ma największy sens.

Pięć kremów - pięć interpretacji
Pięć kremów - pięć interpretacji

Testy w praktyce- skład pokazuje potencjał, skóra weryfikuje

Analiza skad pozwala przewidzieć charakter produktu, ale nie mówi wszystkiego. Dopiero przy codziennym stosowaniu widać, czy krem rzeczywiście koi, jak długo utrzymuje komfort, współpracuje z kolejnymi etapami pielęgnacji i czy po kilku dniach nie zaczyna przeciążać skóry. Właśnie te praktyczne różnice okazały się w tym porównaniu najciekawsze.

 

SINOZ Pure Cica Ultra Repair Hydrating Cream

SINOZ ma dla mnie najbardziej apteczny, dermokosmetyczny charakter ze wszystkich testowanych produktów. Jego formuła jest bogata, ale jednocześnie wyraźnie kojąca. Daje skórze poczucie ochrony i komfortu, dlatego widzę go nie tylko jako codzienny krem dla skóry suchej, lecz również jako interesujący element domowej pielęgnacji regeneracyjnej po łagodniejszych zabiegach kosmetycznych- oczywiście wtedy, gdy pozwalają na to rodzaj procedury i zalecenia pozabiegowe.

Nie jest to krem, który znika ze skóry chwilę po aplikacji. Jego mocną stroną jest właśnie bardziej ochronny charakter. Przy cerze tłustej lub szybko przeciążającej się obserwowałabym jednak reakcję skóry.

SINOZ Pure Cica Ultra Repair Hydrating Cream
SINOZ Pure Cica Ultra Repair Hydrating Cream

SKIN1004 Madagascar Centella Cream

SKIN1004 okazał się solidnym, wygodnym w codziennym stosowaniu kremem o bardzo przyjemnej konsystencji. Łatwo się rozprowadza i bez problemu wpisuje się w codzienną pielęgnację.

Nie był dla mnie najbardziej wyróżniającym się produktem w całym zestawieniu, ale trudno wskazać w nim również coś, co wyraźnie przeszkadzałoby w stosowaniu. Jego siłą jest bardziej dopracowana baza emolientowo-nawilżająca niż sama obecność Centella Asiatica. Przy skórze suchej może zapewnić przyjemne zmiękczenie.

SKIN1004 Madagascar Centella Cream
SKIN1004 Madagascar Centella Cream

ZISU’C Kira60° C-Tide Cream

ZISU’C był jednym z najmocniejszych punktów testu. Krem jest otulający, ale nie tłusty, a po aplikacji skóra staje się wyraźnie miękka i wygładzona. To dokładnie ten rodzaj komfortu, którego szukam przy swojej suchej skórze: produkt pozostaje odczuwalny, ale nie tworzy ciężkiej i nieprzyjemnej warstwy.

Szczególnie dobrze wypadał stosowany razem z innymi produktami z tej samej serii. Wtedy jeszcze wyraźniej czuć, że nie są to przypadkowo zestawione kosmetyki, lecz elementy przemyślanej strategii pielęgnacyjnej. Poszczególne konsystencje uzupełniają się, a krem domyka pielęgnację bez wrażenia przeciążenia.

To produkt, który dobrze wypada samodzielnie, ale dopiero w całym systemie pokazuje pełnię swojego charakteru.

ZISU’C Kira60° C-Tide Cream
ZISU’C Kira60° C-Tide Cream

RIMAN ICD Dermatology Cream

RIMAN ma najbardziej luksusowy i bogaty charakter. Już jego konsystencja pokazuje, że nie jest to klasyczny, lekki krem CICA. Daje wyraźne poczucie otulenia i dobrze odpowiada na potrzeby skóry suchej, która po zbyt lekkich formułach szybko ponownie zaczyna odczuwać dyskomfort.

Ciekawa jest również sama koncepcja marki. Centella Asiatica Leaf Water otwiera skład kremu, a RIMAN deklaruje uprawę własnego surowca Giant BYoungPool w smart farmie oraz rozwijanie wokół niego całej strategii produktowej. Dzięki temu wąkrotka nie jest jedynie modnym dodatkiem, ale składnikiem wpisanym w tożsamość marki.

RIMAN ICD Dermatology Cream
RIMAN ICD Dermatology Cream dostępny na www.rimanbyola.com

Miałam możliwość stosowania również pozostałych kosmetyków z serii. W takim zestawieniu pielęgnacja wypada spójnie zarówno pod względem konsystencji, jak i kolejności nakładania. W obrębie własnej serii krem nie rolował się i dobrze współpracował z wcześniejszymi etapami pielęgnacji.

Problem pojawiał się natomiast po połączeniu go z częścią moich własnych kosmetyków, szczególnie z bogatszym serum. Dochodziło wtedy do rolowania formuły. To ważna praktyczna obserwacja: krem może być dobrze zaprojektowany, ale jego zachowanie zależy również od produktu nakładanego pod spodem, ilości poszczególnych warstw i czasu pozostawionego pomiędzy aplikacjami.

 

Dr.G R.E.D Blemish Clear Soothing Cream

Dr.G zużyłam najszybciej, co samo w sobie sporo mówi o łatwości jego stosowania. Teoretycznie produkt kierowany jest głównie do skóry tłustej, mieszanej, problematycznej i wymagającej ukojenia. Tymczasem bardzo dobrze odpowiadał również mojej skórze suchej w połączeniu z bogatym serum.

Ma lekką, kremowo-żelową konsystencję, dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Najważniejsze było jednak to, że po wchłonięciu nie pozostawiał uczucia ściągnięcia. To odróżnia go od wielu lekkich kremów, które początkowo wydają się przyjemne, ale po kilku minutach okazują się dla suchej skóry niewystarczające.

Popularność produktu w Korei również zwraca uwagę. Dr.G R.E.D Blemish Clear Soothing Cream zdobył drugie miejsce w kategorii kremów w Olive Young Awards 2025. Sam Olive Young informuje, że nagrody powstają na podstawie rocznych danych zakupowych klientów, dlatego są raczej obrazem realnej popularności niż zwykłym głosowaniem internetowym.

Dr.G R.E.D Blemish Clear Soothing Cream
Dr.G R.E.D Blemish Clear Soothing Cream

Rankingi Hwahae są dynamiczne. W chwili sprawdzania, klasyczna wersja kremu zajmowała pierwsze miejsce w kategorii produktów kojących i ósme wśród kremów do twarzy.

Takie wyniki nie są badaniem klinicznym i nie oznaczają, że krem będzie odpowiedni dla każdej skóry. Pokazują jednak, że formuła została zaakceptowana przez dużą grupę użytkowniczek. W przypadku Dr.G łatwo zrozumieć, dlaczego: krem jest lekki, łatwy do warstwowania, a jednocześnie nie pozostawia skóry bez komfortu.

 

Drogeryjne nie znaczy gorsze. Profesjonalne nie znaczy uniwersalne

Najbardziej wyczuwalny komfort dawały mi formuły profesjonalne i premium, szczególnie ZISU’C oraz RIMAN. Były bardziej otulające i najlepiej odpowiadały na potrzeby mojej suchej skóry. Ich pełny charakter ujawniał się również wtedy, gdy stosowałam je razem z pozostałymi produktami z danej serii.

Nie oznacza to jednak, że kremy łatwo dostępne były gorsze. Były po prostu inne.

SINOZ miał bardziej ochronny, dermokosmetyczny charakter. SKIN1004 był wygodnym i przyjemnym kremem codziennym. Dr.G udowodnił natomiast, że lekka formuła przeznaczona głównie do cer mieszanych może bardzo dobrze odpowiadać również skórze suchej, o ile po wchłonięciu nie pozostawia uczucia napięcia.

To porównanie pokazuje też, że rekomendacja oparta wyłącznie na typie cery bywa niewystarczająca. Osoba ze skórą suchą nie zawsze potrzebuje najbogatszego kremu. Skóra tłusta nie zawsze musi sięgać wyłącznie po formuły żelowe. Liczy się aktualny stan bariery, pielęgnacja nakładana pod krem i oczekiwane wykończenie.

 

Skinteligentne podsumowanie

Wąkrotka azjatycka ma uzasadnione miejsce w kosmetologii, ale CICA nie jest pieczątką potwierdzającą, że krem będzie odpowiedni dla każdej skóry wrażliwej.

W jednym produkcie wąkrotka stanowi bazę. W drugim uzupełnia bogatą formułę emolientową. W kolejnym pojawia się w technologicznej postaci pęcherzyków zewnątrzkomórkowych. Równie ważne jak sama Centella Asiatica są składniki, które jej towarzyszą, charakter całej bazy i to, jak kosmetyk współpracuje z pozostałymi etapami pielęgnacji.

Dlatego nie szukam kremu z największą liczbą składników centellowych ani produktu, który najszybciej znika ze skóry.

Szukam formuły, która w konkretnym stanie skóry robi dokładnie tyle, ile potrzeba- koi, zapewnia komfort i wspiera pielęgnację, ale nie dokłada skórze kolejnego problemu.

mgr Ewelina Araszkiewicz

Kosmetolog, manager Beauty, ekspert świadomej pielęgnacji, redaktor Zatoki Piękna

Od ponad 16 lat kosmetologia jest moim zawodowym światem. Łączę praktykę gabinetową z analitycznym podejściem do produktów i technologii. W i-Clinic pracuję ze skórą i obserwuję jej realne reakcje, a poza nim rozkładam kosmetyki na czynniki pierwsze: analizuję składy, porównuję formuły i oceniam, jak zastosowane rozwiązania wpływają na kondycję skóry.

Więcej