Są skóry, które nie potrzebują kolejnego kremu, kwasu, maski czy zabiegu. Potrzebują zatrzymania, uważnej oceny i zmiany kierunku. Bo w pielęgnacji, podobnie jak w medycynie estetycznej, więcej nie zawsze oznacza lepiej. Bywa, że mimo licznych starań skóra staje się coraz bardziej sucha, zaczerwieniona, łuszcząca, podrażniona albo łojotokowa. Dlaczego tak się dzieje?
Zdaniem dr n. med. Julity Zaczyńskiej-Janeczko, dermatolog, lekarki medycyny estetycznej i właścicielki Kliniki Janeczko w Krakowie, to częsty mechanizm błędnego koła. Problemem nie zawsze jest brak pielęgnacji, ale jej nadmiar, zbyt intensywne działanie albo brak właściwego rozpoznania. Skóra jest narządem żywym, reagującym na kosmetyki, leki, zabiegi i codzienne nawyki. Jeśli pokazuje, że coś jej szkodzi, trzeba to zauważyć, a nie dokładać kolejny preparat.
Gdy skóra zaczyna się buntować
Współczesny pacjent wie o pielęgnacji znacznie więcej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Zna nazwy składników aktywnych, słyszał o retinolu, kwasach, barierze hydrolipidowej, mezoterapii, laserach i zabiegach regeneracyjnych. Problem w tym, że wiedza ta najczęściej pochodzi z internetu, reklam, mediów społecznościowych albo poleceń innych osób.
Efekt bywa taki, że pacjent działa intensywnie, ale niekoniecznie właściwie. Nakłada kolejne preparaty, wykonuje serie zabiegów, zmienia kosmetyki, dokłada nowe składniki aktywne, a skóra zamiast wyglądać lepiej – zaczyna się buntować.
– Nadmiar zabiegów może być dla skóry niekorzystny. To, że pojedynczy zabieg przyniósł dobry efekt, nie oznacza od razu, że kolejne wykonywane w ten sam sposób i w tej samej częstotliwości dadzą taki sam rezultat. Skórę trzeba obserwować, a nie działać automatycznie i bezrefleksyjnie – mówi dr n. med. Julita Zaczyńska-Janeczko.
Kiedy dobry zabieg zaczyna szkodzić
Dobrym przykładem jest skóra łojotokowa, z rozszerzonymi porami, zaskórnikami albo skłonnością do trądziku. Po zabiegach złuszczających, kwasach czy laserach może pojawić się zaczerwienienie, suchość, łuszczenie i uczucie ściągnięcia. Często pojawia się wtedy potrzeba intensywnego nawilżania, natłuszczania i odbudowy bariery skóry.
Samo w sobie nie jest to błędne. Skóra po części procedur rzeczywiście wymaga regeneracji. Problem zaczyna się wtedy, gdy takie działania są stosowane zbyt intensywnie, zbyt długo albo bez kontroli reakcji skóry. U osoby ze skłonnością do łojotoku może to ponownie nasilić przetłuszczanie, zaskórniki i zmiany zapalne.
Podobnie może być z kwasami. Pacjent chce odmłodzić skórę, wygładzić ją, rozświetlić i poprawić jej strukturę, jeśli jednak zabiegi lub preparaty są zbyt częste albo źle dobrane, skóra staje się przesuszona, szorstka, podrażniona i zaczyna wyglądać starzej niż przed terapią.
– Skóra podrażniona i przesuszona często wygląda na bardziej pomarszczoną. Pacjent myśli wtedy, że potrzebuje kolejnego zabiegu odmładzającego, a tak naprawdę najpierw trzeba przerwać stan zapalny i odbudować komfort skóry – wyjaśnia dermatolog.
Terapia nie może działać „z automatu”
Jednym z częstych błędów jest traktowanie terapii jak sztywnego pakietu, który trzeba wykonać od początku do końca bez względu na reakcję skóry. Tymczasem w dermatologii i medycynie estetycznej plan powinien być weryfikowany na bieżąco. Jeśli skóra reaguje źle, jeśli nie ma poprawy, albo jeśli pojawiają się objawy podrażnienia, terapię trzeba zmodyfikować. Czasem oznacza to zmianę preparatu, czasem przerwę, a czasem całkowite odejście od pierwotnego planu.
– W mojej praktyce nie ma czegoś takiego, że bezrefleksyjnie wykonuję cały czas ten sam zabieg, jeśli widzę, że nie przynosi efektu albo skóra źle na niego reaguje. Jeżeli coś pomaga, nie zmieniam tego bez powodu. Jeśli nie pomaga, szukam innego rozwiązania – podkreśla dr Julita Zaczyńska-Janeczko.
„Nawilżający” nie zawsze znaczy bezpieczny
Pacjenci często zakładają, że jeśli kosmetyk ma działać nawilżająco, regenerująco albo kojąco, nie może im zaszkodzić. Tymczasem nawet taki produkt może podrażniać skórę, zwłaszcza jeśli jest ona już uszkodzona, reaktywna albo świeżo po zabiegu.
Po podrażnieniu pojawia się stan zapalny. Kiedy ustępuje, skóra może się łuszczyć, być szorstka, sucha i napięta. Pacjent ma wtedy poczucie, że potrzebuje jeszcze więcej nawilżenia, więc nakłada kolejne preparaty. W ten sposób błędne koło się zamyka. – Pacjenci mówią czasem: „ale to przecież była maseczka nawilżająca”. Tyle że jeśli skóra jest po niej bardziej czerwona, piecze albo łuszczy się, to znak, że ta konkretna skóra jej nie toleruje. Wtedy preparat trzeba odstawić, a nie stosować dalej z nadzieją, że w końcu zacznie działać – mówi specjalistka.
Ulotka produktu to nie diagnoza
Kolejny problem to nadmierna wiara w deklaracje producentów. Pacjent widzi, że preparat jest przeznaczony „na trądzik”, „na przebarwienia”, „na zmiany łojotokowe” albo „na odbudowę skóry”, więc zakłada, że będzie właściwy także dla niego. Tymczasem samo wskazanie na opakowaniu nie oznacza jeszcze, że dany produkt będzie dobrym wyborem w konkretnym przypadku.
Najpierw trzeba wiedzieć, z czym naprawdę mamy do czynienia. Czy zmiana jest trądzikiem, trądzikiem różowatym, łojotokowym zapaleniem skóry, reakcją alergiczną, podrażnieniem, a może zupełnie innym problemem? Bez tego łatwo leczyć nie tę chorobę, którą pacjent faktycznie ma.
– Wskazania producenta i wskazania dermatologa nie zawsze są tym samym. Preparat może mieć ogólne zastosowanie przy danym typie zmian, ale to lekarz musi ocenić, czy u danego pacjenta rzeczywiście mamy do czynienia z takim problemem i czy ta substancja będzie dla niego odpowiednia – tłumaczy dr Julita Zaczyńska-Janeczko.
Dlatego w gabinecie najważniejsze nie jest to, ile preparatów pacjent już stosował, ale jak wygląda jego skóra i jakie jest rozpoznanie. Dopiero potem ma sens analizowanie, co było wcześniej używane i dlaczego nie przyniosło efektu.
Skóra potrzebuje diagnozy, nie chaosu
W gabinetach dermatologicznych często pojawiają się pacjenci, którzy stosowali wiele kosmetyków, leków i zabiegów, a mimo to nie widzą poprawy. Zdarza się, że różne preparaty działały podobnie albo zawierały podobne substancje, a problem wymagał zupełnie innego kierunku leczenia.
– Pacjenci czasem przychodzą z całą listą stosowanych preparatów. Najpierw jednak sama muszę zobaczyć skórę i zmiany. Dopiero potem oceniam, co było stosowane wcześniej. Bez rozpoznania można bardzo długo zmieniać preparaty, a nie zmienić kierunku leczenia – zaznacza specjalistka.
Skóra nie zawsze potrzebuje więcej. Często potrzebuje mądrzej. Podstawą zawsze powinna być diagnoza, obserwacja i gotowość do zmiany planu. – Najważniejsza zasada pozostaje niezmienna: nie szkodzić. W dermatologii i medycynie estetycznej chodzi nie o to, żeby robić jak najwięcej, ale żeby robić to, co naprawdę jest potrzebne i bezpieczne dla pacjenta – podsumowuje dr Julita Zaczyńska-Janeczko.
Skóra przemęczona nadmiarem nie potrzebuje kolejnego przypadkowego bodźca. Potrzebuje uważności, rozsądku i dobrego rozpoznania. Dopiero wtedy pielęgnacja i zabiegi mają szansę pomagać, zamiast podtrzymywać problem.





